Zastanawiam się, co się stało z polskim rockiem w ostatnich czasach. Obecnie naszym rynkiem rządzi rap i muzyka alternatywna. Zadaję sobie więc pytanie, czy to oznacza, że rock’n’roll umarł? Na pewno część z Was pamięta jeszcze tłumy ludzi na koncertach sprzed paru lat, gdzie byle muzyczny event był wielkim świętem. Może też jesteście tak samo mocno zasmuceni, gdy widzicie frekwencję na obecnych wydarzeniach? Jakby rock nie był już nikomu potrzebny, a przecież to nie prawda. Skłonna jestem raczej postawić tezę, że rock’n’roll się średnio w Polsce opłaca, ale żeby tak od razu umarł?

Rogucki z Comą wypuścili ostatnio na światło dzienne singel promujący nową płytę i myślę, że oni sobie to mocno przekalkulowali, uznając że alternatywny romans jest spoko opcją. Świat jest dziś w tym zakochany, hipsterska muza jest w modzie. Żaden tam rock’n’roll i gitarowe granie. To się nie sprzedaje, a w ostateczności alternatywa przecież zakrawa na rockową nutę. Wszystko zostaje w rodzinie, gdyby ktoś miał pretensje o zmianę kierunku.

Prosty rock już nie wystarczy.

Weźmy, chociażby Nocnego Kochanka. To, co oni tworzą, nie jest normalne, absolutnie. Goście śpiewają o zdrajcach metalu, dziewczynie z kebaba i o tym, że po niedzieli poniedziałek. Jak ktoś nie zna twórczości, to pomyśli, że jestem niezłą świruską, ale absurdalnie to im się udaje i fantastycznie się tego słucha. Heavy Metal w prześmiewczej formie zdobył serce undergroundowego środowiska i ich płyta to obecnie bestseller na liście płyt 2017 Empiku. Jeśli chcesz grać na polskim rynku muzycznym, to musisz być bardzo beznadziejny, jak Filip Lato, albo musisz mieć jaja, żeby się jakkolwiek wyróżnić. Bez tego czeka Cię garaż do końca życia. Chyba, że masz wujka w wytwórni, wtedy nic się nie musi zgadzać.

Nocny Kochanek nadal stara się opakować swoje kontrowersyjne treści w ciąg genialnych gier słownych, analogii i prostych rymów. Jednak grupa zluzowała w kwestii dobierania słownictwa, a zawierając w utworach większą ilość wulgaryzmów, po raz kolejny udowodniła swoją niezależność oraz bezkompromisowość względem chociażby, skłonnych do cenzury, stacji radiowych.

Joanna Chojnacka (Choinek)

Death Magnetic

Polski blues w angielskim wydaniu.

John Porter&Nergal – “Me And That Man – Songs of Love and Death” to pierwsza płyta, która od razu skojarzyła mi się z polskimi albumami, które zostały wydane w 2017 roku. Nigdy bym na ten duet nie wpadła, jednak ten zmysłowy blues trafia w punkt mojej wrażliwości. Niestety odczuwam tutaj silną inspirację Nickiem Cavem, nie da się tego nie usłyszeć. Czy to przeszkadza? Trochę tak, choć myślę, że samotność i testosteron wypływający z tego krążka, jest autentyczny, więc teoretycznie nie ma się do czego przyczepić. Jest po prostu M-Ę-S-K-O, czyli dobrze. Mam jednak wrażenie, że w Polsce płyta przeszła trochę bez echa, niby jakieś zainteresowanie jest, ale ogromnych zachwytów brak.

Myślę, że łatwiej w twórczości Me And That Man odnajdą się fani Portera, znający choćby jego album Honey Trap, niż fani Behemotha, ale do Songs Of Love And Death warto podejść bez żadnych uprzedzeń, bo sama muzyka potrafi przynieść tyle znakomitych emocji, że wcześniejsze dokonania obu artystów nie są w stanie przyćmić jej walorów.

Robert Filipowski

Teraz Rock

Czy to ten koleś od Miliona monet?

To jest totalnie mój hit tego roku, jestem zachwycona na amen! Mrozu nagrał doskonałą płytę i nie mogę zrozumieć, co on do tej pory wyprawiał. Nie wiem co stało się w jego życiu prywatnym, że przeszedł na jasną stronę mocy i odeszedł od lansowania muzyki czysto rozrywkowej, ale ogromnie się cieszę, że mogę go teraz słuchać godzinami, bo ZEW to dzika i orientalna płyta z pięknymi tekstami. Wszystko jest na swoim miejscu. Takie granie mi się podoba, jestem dumna!

Polscy muzycy niechętnie opuszczają strefę komfortu i nagrywają albumy, które trudno od siebie odróżnić. Mrozu zaryzykował. Jego „Zew” to celująco odrobiona lekcja z historii polskich brzmień i dowód, że artystę na wiele jeszcze stać.

Ula Kaczyńska

Czwórka Polskie Radio

Co jeszcze się działo?

Te trzy pozycje to najlepsze płyty, jeśli o polski rynek chodzi. Niestety jestem ograniczona i nieznam się na rapie, więc w tym temacie się nie wypowiem. Trochę żałuję, bo w tym gatunku mzuycznym był kosmiczny wysyp premier. Tutaj aboslutnym numerem jeden jest dla mnie nowa odsłona Mroza. Mam nadzieję, że tylko w tą stronę, ten gość będzie szedł. Czeka mnie jeszcze przesłuchanie płyt Darii Zawiałow, Grabaża i Natalii Przybysz. Także w kolenej częśći przenalizujemy, czy wszystkie polskie wokalistki chcą być jak Katarzyna Nosowska, czy hejt pomógł Natalce Przybysz i czy Grabaż jest naprawdę tak stary, na jakiego wygląda.

źródło zdjęć: www.metalnews.plhttp://www.empik.com

Instagram

  • vikings wikingowie ragnar ragnark ragnarlothbrok lagherta rollo bjorn bjrn flokihellip
  • wydawnictwoalbatros kennethslawenski salinger instabook bookstagram photo books blogerka polskablogerka kulturahellip
  • Czekam na Hugina i Munina odyn Gdzie jest Ragnar? Czyhellip
  • 1981 Zdobyczne Po zotwce bookstagram purple instabook bookphotography lubimyczytac czytaniejestsexyhellip
  • No nie powiem Zabawne Kolekcjonuje takie przerbki Jakbyscie jakies mielihellip
  • Kto nie widzial instastory u poprostusara niech nadrobi dimekjs czashellip
  • witeczna lista cho idie ciko bo s te gry dohellip
  • Znalazam kolejn vangogh leonzawodowiec popkultura kultura movie art blogerka polishbloger

Facebook